O mnie

Moje zdjęcie

Dziergam szydełkiem i na drutach, plotę bransoletki i inną biżuterię, haftuję i ciągle mi mało :)
W mniejszych ilościach piszę opowiadania, fotografuję. Kocham czytać.
Moim odwiecznym problemem jest wybór, co aktualnie robić.
Prywatnie Żona swojego Męża, Mama Synka i Córci :*

piątek, 28 kwietnia 2017

Fiolet i pomarańcz, pomarańcz i fiolet

Sporo czasi zastanawiałam się, co Wam pokazać tym razem. Czy pozostać w temacie około Wielkanocnym, czy coś innego. Ale wtedy wpadł mi w oko post z dwie bransoletkami, które powstały już dość spory czas temu.

I znowu można jako komplet, albo osobno.
Dwie bransoletki.
Jedna jest fiolerowa z pomarańczowym paskiem.
Druga pomarańczowa z fioletowym paskiem.

Obie trafiły do kuzynki mojego Męża jako część jej urodzinowego prezentu.





środa, 19 kwietnia 2017

Pisanki na piku

Co prawda Wielkanoc już za nami, ale z braku czasu wielkanocne pisanki pokazuję Wam dopiero dzisiaj.

Ci, którzy śledzą bloga od dłuższego czasu pewnie pamiętają, że w zeszłym roku z tego samego wzoru powstały maleńkie serwetki, które wraz z czapeczkami na jajka przekazałam na kiermasz w przedszkolu syna.

W tym roku postanowiłam usztywnić je "na sztywno", a potem klejem na gorąco przykleiłam do... patyczków do szaszłyków :-D . Jeszcze potem tylko kokardka z wstążeczki i gotowe :-)

Co do spraw technicznych...
Biały środek to kordonek Snow White, kolorowa otoczka to standardowo Kaja. Szydełko 1,25 mm Clover Soft Touch.
Usztywniłam przez namoczenie jajek w Łudze (samej, niczym jej nie rozcieńczałam), potem wyprasowałam przez bawełnianą szmatkę i zostawiłam do wyschnięcia

Dwie pisanki powędrowały do mojej Mamy (żółta i cieniowana zielona), pozostałe cztery zostały u mnie.

Pozdrawiam Wam serdecznie i ślę dużo ciepła, bo u mniemnie za oknem w chwili obecnej jest... śnieg :-\










środa, 5 kwietnia 2017

Słonecznie żółta... panna Króliczka

Kupiłam kiedyś jeden motek Himalaya Denim w kolorze żółtym. Tak na próbę. Podobało mi się cieniowanie.
Długo leżał i czekał, aż się "nim zajmę". Kompletnie nie miałam na niego pomysłu...
Może gdybym miała więcej niż jeden, 50-cio gramowy motek, było by mi łatwiej. Ale nie miałam. Tak samo, jak nie miałam pomysłu.
Kiedyś myślałam o przerobieniu go na wiosenny kapelusik dla córki. Innym razem o chustce dla niej.
Już prawie wystawiłam go do odsprzedania. Ale w ostatniej chwili coś mnie powstrzymało.
I tak sobie leżał.

Jakiś czas temu robiłam przegląd moich zapasów. Chciałam wiedzieć, ile czego i w jakim kolorze mam, żeby wiedzieć, co mogę sobie zaplanować do zrobienia bez konieczności kupowania nowych włóczek (a zapasy naprawdę mam spore i pewnie jeszcze na długo mogę zapomnieć o włóczkowych zakupach).
W każdym razie znowu ten żółty Denim wpadł mi w rękę. I stwierdziłam, że w końcu coś muszę z niego zrobić. Nawet specjalnie go nie schowałam.
W końcu stwierdziłam, że przerobię go na jakąś zabawkę dla córki.
A potem zadzwoniła kuzynka/ciocia (???) z zaproszeniem na urodziny do córki.
I postanowiłam, że specjalnie dla Basi zrobię króliczka, jako dodatek do prezentu.
Miałam na to nieco ponad tydzień. Niby długo, ale przy moich ostatnich nadgodzinach naprawdę bałam się, że nie zdążę.

Ale udało się i w poniedziałek żółta króliczka powędrowała do Basi.
Mam nadzieję, że się spodobała :)

A z danych technicznych...
Włóczka to Himalaya Denim - 100% bawełna, spódniczka i kokardka to Himalaya Mercan Sport w kolorze koralowym (tak, ta sama z której robię bluzkę na drutach; trochę samej sobie podkradłam ;) ).
Szydełko - 2,5 mm.
Oczy, to tzw. "bezpieczne oczka" w rozmiarze 7 mm, które dawno temu kupiłam w kamart.net.
Wypełniłam silikonowa kulką, którą mój Mąż odzyskał ze starego narożnika. I przy okazji doszłam do wniosku, że dużo lepiej maskotki wypełnia się kulką, niż watoliną.

Króliczka ma... no właśnie, zapomniałam ją zmierzyć. Ale podejrzewam, że około 15 -20 cm, choć mogę się mylić, bo niestety moja miarka w oku jest bardzo, ale to bardzo rozregulowana ;)

A teraz zapraszam na zdjęcia. A tych jest sporo, bo Króliczka bardzo chętnie współpracowała z aparatem :)














wtorek, 28 marca 2017

Przechylony prostokąt

Oj, zła ja inie niedobra. Tak zamilknąć...
I to nie tylko tu, ale także na FB.
Co się stało? Ostatnio mam bardzo mało czasu na jakiekolwiek robótkowanie. Zdarzają się dni, że w pracy siedzę do 19, a gdzie czas dla rodziny? Mniej czasu, to też wolniejsze przybywanie rozgrzebanych prac, więc cały czas siedzę nad drutową bluzką, chustą lub kolejnym swetrem. W międzyczasie zrobiłam poszewkę na jaśka dla syna z Himalaya Dolphin, ale czeka na dobranie guzików i zszycie.
Poza tym mam kilka prac, które zrobiłam już jakiś czas temu, ale w dalszym ciągu nie mogę się zebrać żeby zrobić im zdjęcia.
Mam nadzieję, że w kwietniupracy wszystko się uspokoi i bedzie mnie więcej w wirtualnym świecie ;-)


O tej serwetce już dawno zapomniałam.
Albo raczej nie o niej w sensie o niej samej, ale o zrobieniu zdjęć, żeby Wam ją pokazać :)

Już nawet nie pamiętam, z jakiej okazji powstała.
Poza tym, że szydełkowałam ją dla Mamy.

Wzór to popularny "kwadrat babuni" (granny square), tyle że w prostokącie.
Pomieszałam ze sobą dwa kordonki Maxi: kolor naturalny i cieniowany zielony.
Szydełko - jak zawsze w przypadku tego kordonka - 1,5 mm.







środa, 8 marca 2017

Wspólnie dzierganie i czytanie u Maknety

Uwielbiam robótkować.
Kocham czytać.

Niestety nie opanowałam jeszcze umiejętności robienia obu tych rzeczy jednocześnie.
I bardzo często zastanawiam się, druty czy książka?
Na ogół książka jednak przegrywa...
Ale znalazłam na to sposób. Czytam w autobusie i tramwaju, co daje mi około 50 minut w czasie których mogę spokojnie czytać. A wieczorami stawiam na robótkowanie.


Do cyklu Maknety chciałam dołączyć już jakis czas temu, ale zawsze sobie przypomniałam po czasie. I zawsze sobie mówiłam, że następnym razem. A po tygodniu było znowu to samo...

W końcu dzisiaj mi się udało ;-)



Jeśli chodzi o robótki...
Mam kilka rozgrzebanych, aleale najintensywniej działam z wielkanocną serwetką oraz bluzką na drutach z koralowemgo Mercan Sport.

Z książek...
Wczoraj skończyłam biografie Roberta Lewandowskiego. Ciekawie napisana, przyjemnie się ją czytało.
Dzisiaj rano zaczęłam "Słowika" i jak na razoepoczątek niewiele mogę o niej powiedzieć poza tym, że akcja rozgrywa siesię w Iraku, tuż po upadku Sadama Husajna. Młoda Irakijka zakochuje ssię w amerykańskim żołnierzu. Rodzina albo miłość.

Pozdrawiam i miłego wieczoru ;-)